Strona 4 z 4

Mała kuchnia

: pn sty 06, 2025 5:54 pm
autor: Dariusz Wyrm
Obrazek

Pomieszczenie, w którym najczęściej sie przesiaduje. Blisko jest lodówka, kuchenka i można przyjemnie spędzić tutaj czas.

Re: Mała kuchnia

: śr wrz 02, 2026 10:02 pm
autor: Wiktor
Nie chciało mi się pić, więc tylko spoglądałem w herbatę i słuchałem mężczyzny. Gdy ten skończył podniosłem na niego wzrok.
Przepraszał, ale czy ja chciałem to usłyszeć? No nie było go, a czy powinien? Wspomnienia mieszały mi się, ale chciałem dać temu szansę.
- Co tak właściwie się wydarzyło? Co się z tobą stało? - W mojej głowie były urywki wspomnień, pomieszane i poplątane. Chciałem usłyszeć jego wersję.

Re: Mała kuchnia

: śr wrz 02, 2026 11:20 pm
autor: Sylvan Vulkodlak
Wziął większy wdech i powoli wypuścił powietrze. No to jego pytanie jest trudniejsza niż moze się wydawać.
-Wydarzyło sie dużo, nie wiem o który okres dokładniej pytasz- Dość ogólne pytanie do młodego wilkołaka. Napił się i zastanawiał co ma mu powiedzieć.
-A co ze mną? Poddałem się i w pewnym sensie umarłem- No to jest bardziej skomplikowane ale sam nie do końca wiedział jak to było.
-Uwolniłem esencje żmija na świat a potem znikłem. Nie umiałem już opierać się temu dłużej. Przez lata traciłem to kim jestem a wewnętrzna walka z obcym bytem, która trwa latami, wykańczał od środka. Nie pamiętam jak dorastałeś, już wtedy było we mnie więcej żmija niż mnie. O pewnego momentu wielu rzeczy nie pamiętam, inne przez mgłę, fragmenty, a jeszcze innych nie jestem pewny. Moje ciało nie było moje ale to moje ręce robiły te wszystkie rzeczy.- I do tej pory ponosi tego konsekwencje. Nie był dumny. Miał w głowie o co chłopak moze pytać ale trudno było mu odpowiedzieć ta aby ten był zadowolony.- Więcej Fenrir wie- Przyznał, bo siwek po prostu nie jest sam pewnym tego co pamięta. Tego ile z tego jest jego a ile zmienione czy nie jego.

Re: Mała kuchnia

: czw wrz 03, 2026 10:19 pm
autor: Wiktor
Słuchałem "ojca" uważnie, czasami spoglądając na niego, a czasami gdzieś za niego w dal. W tych momentach wracały do mnie wspomnienia. Na słowa o żmija czułem jak zjerzyły mi się lekko włosy na skórze. Pamiętałem to, go, czy cokolwiek tym było.
- A to spaczenie, skaza, nadal to masz? - Przypomniał mi się urywek przeszłości. Coraz więcej obrazów i myśli z przeszłości wracało i wydawały się prawdziwe. Choć nie ufałem im jeszcze do końca.
- Co pamiętasz najlepiej? - Coraz więcej pytań pojawiało się i coraz więcej chciałem ich zadać. Rzeka niewiadomych trzymana przez lata za solidną tamą powoli puszczała. A potem padło imię Fenrir. Znałem je, choć jeszcze nie wiedziałem do kogo należy, a raczej nie pamiętałem.
- Kto? - Spytałem pospiesznie. Zaczynałem się bać, przychodził do mnie lęk, że znów zaraz to wszystko stracę. To czego nawet nie jestem pewien czy odzyskałem.

Re: Mała kuchnia

: czw wrz 03, 2026 10:40 pm
autor: Sylvan Vulkodlak
-Nie wydaje mi się- Przynajmniej nie odczuwał tego. Może ma ale się to nie obudziło znowu? Nie wiedział. Pewny był, ze obecnie jest samym sobą, raczej. Napił sie zastanawiając się co pamięta najmocniej. Było kilka wydarzeń z różnych okresów.
-Śmierć twojej matki, ciebie jako małe dziecko. Podróż do Cross City i utratę wilka, potem utratę więzi i... dużo gniewu i żalu przez cały czas, narastający gniew- Powiedział ale zdawał, sobie sprawę, ze nie o to chodziło.
-W dolinie traciłem siebie mocniej i mało z niej pamiętam tak aby byc tego pewnym tak na sto procent- Nie mógł mu niczego gwarantować. Dużo rzeczy były zasłonięte przez właśnie te dwa uczucia.
-Dowódca straży, mój patron i twój tak jakby wujek- No taki nie z krwi ale no. Po tych słowach odłozył kufel.

Re: Mała kuchnia

: czw wrz 03, 2026 11:00 pm
autor: Wiktor
- Wtedy miałeś tatuaże. - Powiedziałem na głos, ale w sumie bardziej wyrwało mi się to z głowy, która próbowała sobie coraz więcej przypomnieć.
Słuchałem go dalej uważnie i napłynęło do mnie nowe uczucie, współczucie? Smutek? Trochę jakbym go rozumiał, a on mnie. Oboje mieliśmy problemy z pamięcią. Jakoś mnie to mentalnie zbliżyło do niego, nawet mimowolnie uśmiechnąłem się lekko. Ale nie był to wesoły uśmiech, raczej taki uśmiech, że stało się i nic z tym nie zrobimy, trochę rezygnacji i pogodzenia się.
- Czyli oboje mamy problemy z pamięcią. - Wyrwało mi się znowu na głos i w sumie też trochę zdradziłem tym, że i ja nie wszystko dobrze pamiętam. Szczególnie sprzed śpiączki, czyli w zasadzie całe me dzieciństwo i okres nastoletni.
- Wujek. wujek. - Powtórzyłem sobie pare razy po cichu choć na głos. Był ktoś taki, faktycznie był.
Przez cała tą rozmowę zastanawiałem się czy ten tu "ojciec" będzie mówił prawdę czy może kłamał i czy będę mógł to rozpoznać. Przypomniało mi się jak kiedyś użyłem na nim swojego daru by poznać prawdę, ale wtedy wydawał mi się nieszczery. Zaś teraz czułem w głębi siebie, że mówi prawdę. Tylko co dalej? Czy będzie jakieś dalej?

Re: Mała kuchnia

: czw wrz 03, 2026 11:08 pm
autor: Sylvan Vulkodlak
-No tak- Przytaknął mu i wstał aby zdjąć górną część odzieży. Obrócił sie aby mógł zobaczyć, ze nie ma już ich. Na ciele miał tylko masę różnorakich blizn, od pazów, cięć po ślady po poparzeniach. Po tym co zrobił, ubrał ponownie górną część odzieży. Nie pokazywał si ę nikomu bez koszuli. nie czuł się komfortowo ukazując te swoją kolekcje. Ręce, to spoko ale za dużo nie chciał pokazywać.
-Na to wychodzi- Sam posłał mu lekki uśmiech i usiadł- Wiktor, powiedz co się działo z tobą? Fenrir powiedział mi, ze zostawił cię chyba u niedźwiedzi. Nie miałem żadnej innej wieści. A nie mogę opuszczać miasta bez zgody- To był jeden z powodów dla których on siedzi tylko w mieści i tylko pracuje.
-Tak, znajdziesz go albo w Strażnicy, jest dowódcą albo w domu tutaj za karczma niedaleko- No taki rzut beretem.

Re: Mała kuchnia

: sob wrz 05, 2026 11:12 am
autor: Wiktor
Spoglądałem na wpół nagiego mężczyznę, który jest moim ojcem. W zasadzie nie krępowało mnie to jakoś bardzo. Mimo wszystko czułem się przy nim jakoś tak swojsko? W sensie będąc dzieckiem czy nastolatkiem widywałem go i nagiego czasem. Przynajmniej tak mój mózg to odbierał. I faktycznie nie było tatuaży, które pamiętałem. Coś co budziło we mnie niepokojów zniknęło.
- Tylko czy to już na zawsze? - Wypowiedziałem na głos swoje myśli.
- Czy nie wróci, czy można się przed nim jakoś zabezpieczyć? - Przypominało m się jak Zach? Chyba dobrze pamiętam jego imię. Opowiadał mi legendy o klanach północy i o tym jak tam chyba wódz walczył z tym czymś w sobie. Jakaś woda też była, kurczę nie pamiętałem dobrze.
- A co z Zachem? - Zapytałem, mając nadzieję, że ojciec coś wie. Dobrze wspominałem tego wilkołaka. Z wujkiem w zasadzie też mam jakieś dobre wspomnienia. Może faktycznie go odwiedzę? Trochę dużo tego na raz, muszę sobie wszystko poukładać w głowie.
A co się działo ze mną?
- Po długim śnie w końcu się obudziłem. Nie pamiętam zbyt dobrze co działo się przed nim. Znaczy była jakaś walka, jakiś kryształ, coś chcieliśmy zdobyć, osiągnąć w grupie. Nie wiem, to wciąż jest mocno zamazane w mojej pamięci. - Przymknąłem oczy bo na wspomnienie tego głowa znów zaczynała pulsować bólem.
Odetchnąłem i mówiłem dalej.
- Niedźwiedzioludzie zajęli się mną. Wpierw byli dość nieufni, ale z czasem... - Nie byłem pewien ile chce mówić. Te wspomnienia były bardzo prawdziwe, a jakoś jeszcze nie czułem się, że chce się ze wszystkim z ojcem dzielić.
- Z czasem zaakceptowali mnie. Ja sam nie wiedziałem, nie pamiętałem kim jestem. Powoli dochodziłem do siebie po śnie, więc zostałem z nimi. Zaczynałem poznawać ich kulturę, język. Ćwiczyłem, uczyłem się. - Narazie nie mówiłem wszystkiego, ani o dziadku, ani o spotkanych zmiennokształtnych, ani o innych szczegółach mojego pobytu u miśków. Potrzebowałem czasu by nabrać zaufania do ojca.
- Dlaczego nie możesz opuszczać miasta? - Zmieniłem temat bo narazie więcej o mnie nie chciałem mówić.

Re: Mała kuchnia

: sob wrz 05, 2026 11:33 am
autor: Sylvan Vulkodlak
-Nie wiem- Nie mógł powiedzieć, ze tak na zawsze i że nic sie z czasem nie zmieni. Po prostu tego nie wiedział, a nie chciał opowiadać bajek czy wymyślać czegoś tylko po to aby upewnić go czy uspokoić. Nie miało to najmniejszego sensu.
-Nie wiem- No i po raz kolejny wykazuje się całkowitym brakiem wiedzy. Do tego nie wiedział o jakiego Zacha chodzi? Spotykał wiele osób w życiu i nie do końca wiedział o jakiego może tutaj chodzić. Dopił piwo słuchając tego co działo się z nimi.
-Cieszę się, że żyjesz- To się się dla siwego liczyło najbardziej. Do tego nigdy nie spodziewał się, że spotka swojego syna jeszcze z tym życiu. Pogodził się nawet z tym, że ten po prostu nie chce go znać. Do tego wyrósł i wygląda na zdrowego mężczyznę, pełnego siły.
-Nie jesteś już dzieckiem- Stwierdził patrząc się na niego.
-Mogę powiedzieć ci więcej oraz tyle ile sam obecnie wiem o niektórych rzeczach- Bo sam tego co w Corss sie działo to nie pamięta tak jakby sobie tego życzył. Nie był pewien wielu aspektów.
-Nigdy nie byłem święty i nie jestem. od młodzieńczych lat zabijałem- No i zjadał ofiary ale tego nie miał zamiaru mu mówić- Duża część mojego życia bazowała albo na spokojnym jestestwie albo na brutalnych walkach morderstwach. Byłem w więzieniu kilka razy, a tutaj w Cross?- No sam nie jest pewny całości- Nie jestem pewny co sie wydarzyło ale tez byłem skazany śmierć za to co robiłem. Do tego doszło rozliczenie czynów, które robił żmij będąc mną. Za wszystko płace. Gdyby nie Fenrir pewnie zostałbym stracony. Mój status w mieście jest obecnie niski. Ludzie nadal się mnie boją- Nie aż tak jak dawniej ale nadal widzi spojrzenia innych- Mój status jest trochę wyższy niż niewolnika, nie nosze już obroży ale nie mam pełni praw jak zwykły obywatel. W tym nie mogę od tak opuścić miasta ,musze mieć zgodę władzy oraz Fenrira- No tego drugiego to zwykle problemów nie ma. Wątpił jednak aby sam dowódca dał radę załatwić mu zgodę na wyjście na dłużej. W końcu mógłby wtedy uciec czy cos takiego. Nie chciał jednak aby Fenrir miał przez niego jakiekolwiek problemy. Tym bardziej kiedy w końcu życie zaczyna mu sie układać.